"Faktotum" - читать интересную книгу автора (Bukowski Charles)6W poniedziałek miałem kaca. Zgoliłem brodę i udałem się pod wskazany w jakimś ogłoszeniu adres. Siedziałem naprzeciwko naczelnego redaktora, mężczyzny, który nie miał na sobie marynarki, oczy miał podkrążone i wyglądał tak, jakby nie spał przez tydzień. Wnętrze było ciemne i zimne. Zecernia jednej z dwóch wychodzących w mieście gazet, tej mniejszej. Za biurkami siedzieli mężczyźni, którzy w świetle biurowych lamp składali numer. – Dwanaście dolarów tygodniowo – powiedział. – W porządku – zgodziłem się. – Reflektuję. Pracowałem z małym, grubym człowieczkiem, którego wydatny bandzioch miał jakiś niezdrowy wygląd. Nosił staromodny zegarek kieszonkowy na złotej dewizce, kamizelkę, zielony przeciwsłoneczny parasol, miał grube wargi i nalaną, wiecznie ponurą twarz. Jej rysy nie wyrażały niczego konkretnego, ani zainteresowań, ani charakteru; twarz wyglądała tak, jakby została złożona w kilkoro, a potem rozprasowana jak kawałek tektury. Chodził w butach z szerokimi noskami, żuł tytoń i strzykał śliną do spluwaczki stojącej u jego stóp. – Pan Belger bardzo się napracował, żeby postawić na nogi tę gazetę – powiedział o mężczyźnie, który tak bardzo potrzebował snu. – To dobry człowiek. Byliśmy na prostej drodze do bankructwa, zanim się tu zjawił. Spojrzał na mnie. – Zwykle dawali tę pracę jakiemuś chłopakowi z koledżu – zauważył. Ropucha, pomyślałem. Ot z kim mam przyjemność. – Chodzi mi o to – ciągnął dalej – że zwykle daje się tę pracę studentowi. Może tu sobie ślęczeć nad książkami i czekać, aż go zawołają. Jesteś studentem? – Nie. – Zwykle daje się tę pracę studentowi. Powlokłem się do pokoju, który miał być moim stanowiskiem pracy. Wypełniały go całe rzędy metalowych szuflad, a w tych szufladach znajdowały się wygrawerowane w cynku formy użyte już kiedyś do druku reklamowych ogłoszeń. Z wielu z nich wciąż na nowo korzystano. Było tam również wiele gotowych form z – Gdzie byłeś? – Wyskoczyłem na piwo. – To jest praca dla studenta. – Nie jestem studentem. – Muszę cię zwolnić. Potrzebny mi jest ktoś, kto będzie tu stale, na każde zawołanie. Grubas zaprowadził mnie do Belgera, który wyglądał na tak samo zmęczonego jak zawsze. – To jest praca dla studenta, panie Belger. Obawiam się, że ten człowiek do tego się nie nadaje. Potrzebny nam jest student. – Dobrze – odparł Belger. Grubas zmył się bezszelestnie. – Ile jesteśmy panu winni? – spytał Belger. – Za pięć dni. – W porządku. Proszę zanieść to na dół do rachunkowości. – Niech pan posłucha, panie Belger. Ten stary pierdoła jest odrażający. Belger westchnął. – Jezu Chryste! Czy ja o tym nie wiem? Zszedłem na dół do kasy. |
||
|
© 2026 Библиотека RealLib.org
(support [a t] reallib.org) |