"Faktotum" - читать интересную книгу автора (Bukowski Charles)3Pewnego dnia wyszedłem na ulicę i jak zwykle ruszyłem przed siebie. Czułem się szczęśliwy, rozluźniony. Słońce było dokładnie takie jak trzeba. Dobrotliwe. I wielki spokój w powietrzu. W połowie drogi między przecznicami zobaczyłem człowieka stojącego przed wejściem do jakiegoś zakładu. Przeszedłem obok niego. – Hej, KOLEGO! Zatrzymałem się. – Szukasz jakiejś roboty? Zawróciłem i podszedłem do miejsca, gdzie stał. Zerknąłem mu przez ramię. Z tyłu, za jego plecami, widać było wielkie, mroczne pomieszczenie. Znajdował się w nim długi stół, a po obu jego stronach stali jacyś ludzie. Mężczyźni i kobiety. W rękach mieli młotki i tłukli tymi młotkami leżące przed nimi przedmioty. W panującym mroku ledwie były one widoczne, ale wyglądały na muszle skorupiaków. I śmierdziały jak muszle. Odwróciłem się i ruszyłem dalej ulicą. Przypomniałem sobie, jak mój ojciec każdego wieczora wracał do domu i opowiadał matce o swojej robocie. Te opowieści zaczynały się, gdy tylko przestąpił próg, ciągnęły przy obiedzie, a kończyły w sypialni, z której krzyczał: Trochę dalej, na rogu, zaczepił mnie jakiś inny człowiek. – Słuchaj, przyjacielu… – zaczął. – O co chodzi? – spytałem. – Słuchaj, jestem weteranem pierwszej wojny światowej. Narażałem życie walcząc za ten kraj, a teraz nikt nie chce mnie zatrudnić, nikt nie chce dać mi roboty. Nie doceniają moich zasług. Jestem głodny. Udziel mi jakiegoś wsparcia… – Kiedy ja nie pracuję. – Nie pracujesz? – No właśnie. Zostawiłem go za sobą. Przeszedłem na drugą stronę ulicy. – Po kilku dniach rzeczywiście już jakiejś szukałem. |
||
|
© 2026 Библиотека RealLib.org
(support [a t] reallib.org) |