"Robert Reed - Nodaway" - читать интересную книгу автора (Reed Robert)

Dziesiêæ mil na po³udnie i oto doje¿d¿aj¹ do niewielkiego zielonego znaku, który obwieszcza im i œwiatu, ¿e w³aœnie zaczyna siê okrêg Nodaway.
Kawa³ek dalej od starej dwupasmówki wznosi siê jakiœ pomnik.
Pami¹tkowy obelisk, uœwiadamia sobie Emma. Ktoœ musia³ go tu postawiæ w ci¹gu ostatnich szeœciu czy oœmiu miesiêcy.
- Chcesz siê zatrzymaæ? - pyta.
Joseph ma niebrzydki profil. Kiedy bywa znudzony, ciemne oczy przybieraj¹ wyraz przyjemnego cierpienia, a drobne usta w urokliwy sposób zdaj¹ siê szydziæ ze wszystkiego, co te oczy widz¹.
- Czemu nie? - mówi.
Emma za póŸno wciska hamulec i samochód wpada w poœlizg na rozmiêk³ym ¿wirowanym podjeŸdzie.
Joseph patrzy gdzieœ daleko przed siebie, potem parska œmiechem.
Emma oblewa siê rumieñcem, ale nie mówi ani s³owa.
Obelisk to gruba iglica z wapienia z przytwierdzon¹ do niej tabliczk¹ z br¹zu, na której w du¿ym skrócie zdawano sprawê z jedynego istotnego wydarzenia, jakie kiedykolwiek mia³o miejsce w jej rodzinnym okrêgu:
Wieczorem dnia 4 lipca 1947 roku zastêpca szeryfa nazwiskiem Travis Bins sta³ tu wypisuj¹c mandat za przekroczenie szybkoœci. Nagle uwagê jego przyci¹gn¹³ niespodziewany b³ysk niebieskawego œwiat³a, a kiedy podniós³ wzrok, ujrza³, ¿e z nieba opuszcza siê gwa³townie jakiœ obiekt. Tajemniczy obiekt manewrowa³ przez chwilê, a potem roztrzaska³ siê w odosobnionym skrawku lasu, o siedemnaœcie mil na po³udniowy wschód. Zastêpca szeryfa Bins dotar³ na to miejsce trzydzieœci minut póŸniej. Wiêkszoœæ autorytetów uznaje, ¿e to on pierwszy odkry³ statek kosmiczny z Nodaway.
Pomnik ten ufundowano dziêki pomocy Komitetu Historycznego Okrêgu Nodaway.
4 lipca, 1997 r.

Klan Lawsonów czeka na nich w kuchni, przyczajony niczym w zasadzce.
Brace i Angel siedz¹ po przeciwnych stronach œniadaniowego sto³u; graj¹ w karty i odgryzaj¹ g³ówki piernikowym ludzikom. Ich ¿ony stoj¹ przy piecu i pomagaj¹ przy gotowaniu obiadu, kiedy akurat nie krz¹taj¹ siê przy niemowlakach. Mama tworzy wir uradowanego ha³asu i gwa³townych gestów. Ojciec siedzi przy stole z synami; starannie odk³ada karty, zanim podniesie siê i odwróci ku nim tê star¹, rumian¹ twarz, nie ca³kiem uœmiechniêt¹, ¿eby wbiæ spojrzenie w nowego faceta w ¿yciu swojej córki.
Scena, któr¹ Emma wyobra¿a³a sobie od tygodni - i której tak siê ba³a - mija w okamgnieniu, bez incydentów, nawet bez wiêkszego znaczenia. Pó³uk³ony i uprzejme uœmiechy zastêpuj¹ uœcisk d³oni. Wszyscy zachowuj¹ siê jak nale¿y. Z wyj¹tkiem starszych bratanic i bratanków, które wpadaj¹ znienacka do kuchni, dr¹c siê radoœnie i przeraŸliwie na ca³e gard³a.
Przez ten ryk stara siê przebiæ g³os Josepha:
- Mi³o mi pañstwa poznaæ.
- Wolniej! - krzyczy Brace do pierworodnego.
Oœmiolatek bierze to sobie do serca na jakieœ pó³ minuty, ale kiedy uwaga doros³ych zaczyna przemieszczaæ siê w inn¹ stronê, pochyla siê nisko i wypada pêdem do jadalni.
Emma czuje siê szczêœliwa i zarazem spiêta. Odczuwa jednoczeœnie urazê i ulgê, kiedy ojciec decyduje siê usi¹œæ z powrotem i nie chce siê do³¹czyæ do zwyczajowych wstêpnych pogaduszek.
Mama upiera siê oprowadziæ goœcia po ca³ym domu.
Emma upiera siê, ¿e bêdzie im towarzyszyæ.
- Tutaj jest stara czêœæ domu - zaczyna mama. Teraz musi obowi¹zkowo zachichotaæ, zanim doda: - Jakby tu coœ w ogóle mo¿na uznaæ za nowe.
Joseph milczy.
- Tê czêœæ gospodarstwa za³o¿y³ praprapradziadek Emmy - objaœnia mama. - Tu, gdzie stoimy, postawi³ kryt¹ darni¹ cha³upê. Kiedy wróci³ z wojska, zaraz po wojnie secesyjnej.
- Aha - mruczy Joseph.
Mama dotyka kuchennej œciany.
- Ta darñ ci¹gle jeszcze tu jest, ukryta pod tynkiem. Dobrze mówiê, Tom?
Ojciec wzrusza ramionami.
- To w³aœnie dlatego tu jest tak cieplutko - dorzuca mama.
Prawem kontrastu w jadalni jest lodowato. Dzieci zebra³y siê dooko³a sto³u, a nawet pod nim. Stó³ nie jest jeszcze roz³o¿ony, brakuje zastawy i sztuæców.
Ale Emma nie ma czasu, ¿eby wzi¹æ to na siebie. Przechodz¹ do pokoju dziennego. Babcia Lawson siedzi tam sama, okryta star¹ ko³dr¹, wydaje siê maleñka w wielkim, solidnie wypchanym fotelu. Przymglone zielone oczy s¹ pó³przymkniête. Drzemie czy nie? Ale ju¿ po chwili oczy mrugaj¹ i s³ychaæ radosny g³os:
- Witaj, Emmo. Jak siê miewasz, Stephen?
Stephen to by³ jej ostatni ch³opak.
Chwila zak³opotania, krótka i do wytrzymania. Tylko mama niepotrzebnie rozgrzebuje sprawê, bo wymyka jej siê:
- Nie, matko Lawson. To jest Joseph. Joseph! Nowy przyjaciel Emmy!
Babcia skin¹wszy leciutko g³ow¹, udaje, ¿e odp³ywa. Mama zwraca siê do Josepha z wyjaœnieniami:
- Ma ju¿ w³aœciwie dziewiêædziesi¹tkê.
- Jasne - uspokaja j¹ Joseph. - Rozumiem.
Joseph nie bardzo przypomina Stephena. W ka¿dym razie Emma nie zauwa¿a³a ¿adnego podobieñstwa. A¿ do teraz... Nowy, nieoczekiwany lêk œcisn¹³ jej gard³o...
Rodzice mamy siedz¹ w dziupli, telewizor w³¹czyli na jedn¹ z kansaskich stacji. Babcia przedstawia siebie i dziadka, który patrzy przez wszystkich jakby na wylot, bo jego s³aby wzrok jest w stanie odnotowaæ co najwy¿ej ruchliwe humanoidalne kszta³ty.
- Joseph Patterson? - powtarza. - Czy jesteœ z tych Pattersonów z Cedar City?
- Nie s¹dzê - mówi Joseph.
- To dobrze - oznajmia dziadek. - Oni wszyscy to banda oszustów i snobów, tak uwa¿am!
Emma bierze g³êboki wdech.
Potem jeszcze jeden.
Mama otwiera najbli¿sze drzwi.
Schody s¹ strome, a wysokie œciany pokrywaj¹ oprawione w ramki fotografie dzieci i wnuków.