"Córka rzeki" - читать интересную книгу автора (Ying Hong)5Drzwi się otworzyły i stanęła w nich matka, odświeżona po kąpieli. – Przynieś wiadro, Mała Szóstko – poleciła. Miała na sobie koszulę domowej roboty bez rękawów i kołnierza, spodnie do kolan, a na nogach sfatygowane drewniane sandały. Razem podniosłyśmy wanienkę, żeby wylać brudną wodę do wiadra. Matka powiedziała, że Duża Siostra będzie w domu dziś wieczorem, a najpóźniej jutro. – Możesz sobie czekać, ile ci się żywnie podoba – odparłam z zamierzonym okrucieństwem. – Ona przygotowuje cię na swój przyjazd jesienią. – Nieprawda – zaprzeczyła z uporem. – Jeżeli napisała, że przyjeżdża, to tak będzie. Jej rysy zmiękły na samo wspomnienie mojej najstarszej siostry, a ja, kiedy spojrzałam w górę, zapomniałam o tym, co robię, i rozlałam wodę na cementową podłogę. – Uważaj! – warknęła. – Czy nie potrafisz niczego porządnie zrobić?! Dźwignęłam pełne wiadro i wyniosłam je za próg. – Nie wylewaj! Zostaw do mycia podłogi na poddaszu – powiedziała głośniej, niż to wydawało się konieczne. Woda była bardzo cenna, bo oprócz tego, że dużo się za nią płaciło, w każdej chwili mogła zostać odcięta. Kilka setek rodzin korzystało z jedynego kranu za aleją Szkoły Średniej. Czekanie w kolejce stanowiło zaledwie część problemu, ponieważ woda, jeśli w ogóle leciała, była mętnie żółta. Natomiast kiedy czerpaliśmy wodę z rzeki, przy czym trzeba się było sporo namęczyć, musieliśmy dodawać do niej ałunu albo chloru, ażeby się nadawała do picia czy gotowania, a i tak pozostawał metaliczny smak. Więc z wyjątkiem okresów, kiedy bieżąca woda była odcięta, wody z rzeki używaliśmy wyłącznie do prania i mycia podłóg. Każda z rodzin miała tak mało życiowej przestrzeni, że wodę musieliśmy trzymać w skopkach we wspólnej kuchni, więc zawsze jej wszystkim brakowało. Mężczyźni i chłopcy zazwyczaj kąpali się w rzece, chyba że lenili się zejść z góry. W takim wypadku, rozebrani do samych spodenek, myli się w miskach na kamiennych stopniach na podwórku. Czemu mieliby się krępować, skoro latem chodzili równie skąpo odziani? Bardziej wstydliwi mężczyźni kąpali się pod osłoną nocy, ale ponieważ było ich niewielu, ablucje na dworze stanowiły normę. Oblewali się wodą z misy i wszystko im się odznaczało przez mokre spodenki. Już jako mała dziewczynka wiedziałam dokładnie, co mają między nogami, a kiedy szłam po coś do kuchni lub wychodziłam na podwórko, żeby wylać brudną wodę do rowu, wręcz musiałam się przeciskać wzdłuż rzędu mężczyzn, młodych i starych, którzy stali praktycznie ramię w ramię. W dodatku bez żadnych zahamowań siusiali do odpływu na oczach wszystkich. Bywało, że podczas długiego, wlokącego się lata przez miesiąc nie spadła kropla deszczu. Potem, kiedy Jangcy zaczynała przybierać, masy wody powoli, acz nieubłaganie spływały z wyższych partii gór i setki metrów brzegu znikały zalane w ciągu jednej nocy, gdy nastawała pora powodzi. Ktoś, kto nie cierpiał podczas upałów w tym mieście, prawdopodobnie nie jest w stanie zrozumieć, jak przeżerają one serce i zatykają wszystkie pory na skórze, przepalając ją na wylot. Przeważnie nie ma wiatru, lecz kiedy już wieje, przypomina to dolewanie oliwy do ognia i człowiek czuję się jak zamknięty w parowniku i rozgotowany. Kiedy my, kobiety, się kąpałyśmy, mężczyźni musieli siedzieć na zewnątrz, dopóki nie skończyłyśmy, i wtedy wracali do domu, naburmuszeni i źli. Najpierw napełniałyśmy drewniany szaflik, dodając parę kropli wrzątku, żeby nieco ogrzać wodę, potem zamykałyśmy drzwi na zasuwkę, rozbierałyśmy się i brałyśmy błyskawiczną kąpiel, nerwowe jak kocięta. Zwilżałyśmy ciało, szybko nacierałyśmy się kawałeczkiem mydła, potem je spłukiwałyśmy i to była cała nasza kąpiel. Przy pięciu kobietach w rodzinie czasami brakowało czasu, abyśmy się mogły wykąpać pojedynczo, więc my, siostry, tłoczyłyśmy się w pokoju wszystkie razem. Ponieważ nie znosiłam, by ktokolwiek oglądał mnie nagą, nawet jeżeli były to siostry czy matka, czekałam, ażeby wykąpać się na końcu, i wtedy brałam miskę zimnej wody, zamykałam za sobą drzwi i szybko obmywałam się gąbką. Wszyscy uważali, że zachowuję się ekscentrycznie, zajmując sama rodzinny pokój, i mieli mi to za złe. Tak było w lecie. Kiedy się ochładzało, kąpiel stawała się jeszcze trudniejsza. Brakowało gorącej wody; a ponieważ nie stać nas było na publiczną łaźnię, kąpaliśmy się rzadziej albo wcale. Robotnicy, gdziekolwiek się ruszyli, rozsiewali wokół siebie woń potu, co dodawało jeszcze jeden silny odór do natrętnej mieszaniny zapachów. Chłód zimą był równie dokuczliwy jak upał latem. Nasze domy nie miały ogrzewania, opał był praktycznie nieosiągalny, więc grzaliśmy dłonie o termofor albo siedzieliśmy stłoczeni przy piecyku, a czasami owinięci w kołdry leżeliśmy w łóżku. Na noc naciągaliśmy na siebie tyle ubrań, ile się zmieściło, i leżąc w łóżkach, cierpieliśmy do rana, ze stopami i dłońmi jak sople lodu. Nie pamiętam z dzieciństwa takiej zimy, żebym nie odmroziła rąk, przez co moje palce wyglądały jak marchewki. Cisnęłam ścierkę do wiadra, uniosłam je na zgiętym przedramieniu prawej ręki i przechylona, ostrożnie przeniosłam swój ciężar pod schody. Przełożyłam wiadro do lewej ręki, prawą uchwyciłam chybotliwą poręcz i szykowałam się do wejścia na poddasze. – Teraz zostaw to mycie podłogi! – zawołała gderliwie matka. -Woda w czajniku jeszcze jest gorąca. Wykąp się najpierw. Ostygnie, jak będziesz marudzić. Zawsze mi tak rozkazywała. Więc postawiłam wiadro i stałam z nieszczęśliwą miną u podnóża schodów. Matka starła wodę, która wylała się podczas kąpieli, i zaniosła szmatę do suchego kąta, a pozostałe strużki szybko wsiąkły w podłogę. Ojciec spojrzał na mnie i dał znak, żebym zrobiła, jak matka każe. Nie chcąc mu się sprzeciwiać, wzięłam miskę i poszłam do kuchni po wrzątek. Potem zamknęłam drzwi i zdjęłam ubranie. Widok mego spoconego, nagiego ciała i zapach potu spod pach przyprawił mnie o mdłości. |
||
|
© 2026 Библиотека RealLib.org
(support [a t] reallib.org) |